piątek, 1 marca 2013

Rozdział 2



Odwieźliśmy dziewczyny i wróciliśmy do domu. Wydawało mi się, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Nowa Zelandia i Australia zawsze były moim marzeniem.
-Jula, wszystko dobrze?- zapytał mój tata z troską w głosie. Przez to rozmyślanie nawet nie zauważyłam, że dotarliśmy już pod dom.
-Tak, wszystko ok. Po prostu nadal nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.- powiedziałam z uśmiechem.
-Chodź, musisz się jeszcze spakować.- odwzajemnił uśmiech i wyszedł z samochodu. Spojrzałam na zegarek. Była 12, miałam więc tylko 2,5 godziny na spakowanie się! W panice wybiegłam z auta. Tata spojrzał się na mnie jak na idiotkę i zaśmiał się. Wpadłam do domu, od razu pobiegłam na górę, wzięłam moją walizkę i zaczęłam wkładać do niej ubrania, głównie koszulki na ramiączka lub krótki rękaw, jakieś 2 swetry, krótkie spodenki, jedne długie jeansy, luźne sukienki na co dzień i jedną wyjściową na wszelki wypadek oraz zapas bielizny na te kilka dni. Zajęło mi to pół godziny. Następnie udałam się do łazienki wziąć wszystkie potrzebne kosmetyki. Spakowałam je do kosmetyczki i także wsadziłam do walizki. Zeszłam na dół po jakieś buty. Postawiłam na converse, jedne szpilki (bo nie było opcji, żebyśmy któregoś wieczoru nie wylądowały w klubie) i sandały. Zaniosłam wszystko na górę, wrzuciłam do walizki i spojrzałam na godzinę. 13:10, więc nie jest źle. Czas na torbę podręczną. Znalazły się w niej słuchawki, lustrzanka, okulary przeciwsłoneczne, książka, mini kosmetyczka, portfel i telefon. O 13:30 byłam gotowa do wyjścia. Wzięłam walizkę, wyszłam z domu i skierowałam się w stronę samochodu. Mój tata już w nim siedział. Zajechaliśmy po dziewczyny i ruszyliśmy do Krakowa. Byłam strasznie podekscytowana. Całą drogę rozmawiałam z przyjaciółkami o wszystkim i o niczym. Gdy po 4 godzinach jazdy dojechaliśmy na lotnisko, moje serce waliło jak młot. Weszliśmy do budynku. Jeszcze przed oddaniem bagaży tata odciągnął mnie na bok.
- Jula, masz tu 3 bilety na Grand Prix i 3 wejściówki do parku maszyn.- uśmiechnął się.
-Jejku, dziękuję!- rzuciłam mu się na szyję, pocałowałam w policzek na pożegnanie i poszłam do dziewczyn.
- To co, idziemy?- zapytała Ola.
- Jasne, chodźcie.- uśmiechnęłam się do nich. Odprawa poszła dość sprawnie, o 18:00 siedziałyśmy już na krzesełkach i czekaliśmy, aż nas zawołają na lot.- Ej, dziewczyny, ja idę do toalety.- powiedziałam
-Ok, my tu zostaniemy.- odparła Kasia z uśmiechem. Rozejrzałam się szukając jakiejś łazienki. Chciałam się jeszcze szybko ogarnąć przed wylotem. Zauważyłam znak informujący, że tam jest toaleta, więc ruszyłam w jego stronę. Po chwili poczułam gwałtowne uderzenie w łydkę.- Au!- krzyknęłam i upadłam.
-Jeju, przepraszam! Nic Ci nie jest?- zapytał mnie chłopak. Kogoś mi przypominał…
-No, oprócz tego, że właśnie potknęłam się o twoją walizkę, to nie jest źle.- uśmiechnęłam się do niego.
-Posłuchaj, strasznie przepraszam, niezdara ze mnie.- uśmiechnął się nie pewnie.
-Nie dobra, nie twoja wina że nie potrafię chodzić.- zaśmiałam się.
-A tak w ogóle, to Maciek jestem- powiedział, już z pewnym uśmiechem. No jasne! Maciek Janowski, czemu ja go wcześniej nie poznałam?
-Wiem o tym.- uśmiechnęłam się.- Ja mam na imię Julia.
-Skąd wiesz, jak mam na imię?- mówiąc to zrobił tak zabawną minę, że nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
-Domyśl się- pokazałam mu moją opaskę na rękę z napisem „TYLKO FALUBAZ” i znów zaczęłam śmiać.
-Ah, to wszystko wyjaśnia- również się zaśmiał.
-Ale nie martw się, bardzo lubię Unię Tarnów.- uśmiechnęłam się.
-No ja myślę.- powiedział poruszając w zabawny sposób brwiami.
-Błagam Cię, brzuch mnie już od śmiania się boli!- powiedziałam przez śmiech.
-Maciek, nie ma nas z tobą przez 5 minut i już wyrywasz piękne Polki?- powiedział jakiś chłopak i podszedł do nas. Ah tak, to przecież Przemek Pawlicki! A obok niego stoi jego brat, Piter. Jeden przystojniejszy od drugiego.
-Ten cep to Przemek, ale jego też chyba znasz, prawda?- powiedział, za co dostał gazetą w głowę.
-Wybacz mi ich zachowanie, są strasznie nie dojrzali- powiedział Piter podchodząc do mnie.
-Odezwał się ten najstarszy.- powiedziałam z sarkazmem i zaśmiałam się.
-Oj tam, wiek to tylko liczba- też się roześmiał.
-Dobra pedałki, idziemy.- Maciek znów oberwał, tylko tym razem w plecy i od obu braci.- A ty Julia, gdzie lecisz?
-Nowa Zelandia, Grand Prix.- uśmiechnęłam się.
-No, to do zobaczenia w samolocie- uśmiechnął się.
-Nie przeżyję tego…- zaśmiałam się. Podeszliśmy do dziewczyn.- Laski, to Przemek, Maciek i Piotrek.- powiedziałam pokazując po kolei na każdego z nich.- Niestety, lecą z nami jednym samolotem- zaśmiałam się, ale już po chwili pożałowałam tego, co powiedziałam. Maciek zaczął mnie łaskotać z całej iły.- MACIEK, MIEJ LITOŚĆ, BŁAGAM!- krzyczałam przez śmiech.
-Kiedyś mi to wynagrodzisz- powiedział nadal śmiejąc się z mojej reakcji.
-Zobaczymy- znów zaczęłam się śmiać. Nagle usłyszałam, że możemy już kierować się w stronę samolotu.- Dobra, chodźcie wszyscy.- wyjęłam aparat z torby.- Pierwsza wspólna fotka!- wszyscy się ustawili, a ja zrobiłam zdjęcie. Następnie ruszyliśmy do samolotu. Okazało się, że bracia i Maciek mają miejsca zaraz koło nas. Ja usiadłam najbardziej z brzegu. Nie lubię siedzieć przy oknie. Obok mnie siedziała Kasia i najdalej ode mnie Ola. Przemek usiadł najbardziej od okna, Piter w środku, a Maciek najbliżej mnie. Podczas lotu rozmawiałam z nim cały czas. Było mi nieco niewygodnie, no ale cóż, nieraz trzeba pocierpieć.
-Jula, może zamienić się z tobą miejscami?- spytał Piter.- Mogłabyś spokojnie porozmawiać z Maćkiem.
-Ok, dzięki.- uśmiechnęłam się. Usiadłam obok Maćka i rozmowa rozpoczęła się na nowo, a właściwie, to została kontynuowana. Z Magiciem rozmawiałam już dobre 5 godzin i zmęczenie zaczęło brać nade mną górę.- Dobra Janoś, ja wracam do siebie, bo się śpiąca zrobiłam.- popatrzyłam na Maćka.
-Wiesz co? Nie wydaje mi się, żeby Piotrek miał ochotę z stamtąd iść- zaśmiał się. Spojrzałam w ich stronę i zobaczyłam Kasię w bluzie Pitera. Rozmawiali ze sobą w najlepsze. Automatycznie się uśmiechnęłam.
-Chyba masz rację. Nie będę ci przeszkadzać?- zapytałam z uśmiechem.
-Nie no, co ty. Masz tu bluzę, przykryj się.- Magic odwzajemnił uśmiech, podając mi bluzę. Wzięłam ją, przykryłam się i oparłam głowę o ramię Maćka.- Dobranoc.- powiedział Magic.
-Dobranoc Janoś- uśmiechnęłam się. Nie minęło kilka minut, a już spałam…

sobota, 23 lutego 2013

Rozdział 1



-Juuuuuulka! Wstawaj!- usłyszałam z dołu.
-No, zaraz wstanę- odpowiedziałam zaspanym głosem.
-Jest już 6:30, wstawaj!- mama nie dawała za wygraną.
-No dobra…- powiedziałam ziewając i zwlekłam się z łóżka.
Czwartek… najgorszy dzień tygodnia! Nie dość, że rozpoczynam dzień od dwóch wf-ów na siłowni, to jeszcze siedzę do 17 w szkole. No ale cóż- życie licealistki. Poszłam umyć zęby, uczesałam się, wybrałam odpowiednie ubrania, pociągnęłam rzęsy mascarą i zeszłam na dół na śniadanie.
-Cześć śpioszku- powitała mnie mama z uśmiechem.
-Cześć, cześć- uśmiechnęłam się. Na dole siedziała jeszcze moja młodsza siostra i tata. Wszyscy się bardzo podejrzane uśmiechali.- Ej, co z wami jest?- zapytałam.
-Nic, nic. Co chcesz na śniadanie?- spytała mama z uśmiechem
-Płatki z mlekiem i herbatę poproszę- powiedziałam, nadal trochę zdezorientowana tymi ich uśmiechami. Po chwili dostałam to, co chciałam. Zjadłam, wypiłam herbatę i zaczęłam się szykować do wyjścia. Była końcówka marca, a tego dnia świeciło piękne słoneczko, jednak temperatura na pewno była niższa niż 10 stopni, więc ubrałam dość ciepłą kurtkę. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Jula, otwórz proszę- zawołał tata. Podeszłam do drzwi, otworzyłam i nie wierzyłam własnym oczom.
-SASZA!- rzuciłam się z krzykiem na przyjaciela. Nie widziałam go ponad 2 miesiące. Niby pisaliśmy ze sobą i rozmawialiśmy codziennie przez telefon, jednak to nie było to samo… Tak strasznie się za nim stęskniłam!
-To już, bo mi żebra zmiażdżysz- powiedział przez śmiech z tym swoim śmiesznym, rosyjskim akcentem.
-Co tam się dzieje?- spytała moja mama, a gdy zobaczyła Saszę, od razu się uśmiechnęła. Zawsze go lubiła.- Cześć Alex, co ty tu robisz o tej godzinie?- zapytała.
-Dzień Dobry pani Aniu. Postanowiłem, że zrobię Julii niespodziankę i przyjechałem.- uśmiechnął się.
-Stęskniłam się za tobą- powiedziałam do Rosjanina. Spojrzałam na zegarek.- No nie, przez ciebie spóźniłam się na autobus!
-Młoda, nie ma problemu, zawiozę cię- zaproponował Sasza.
-Nie masz wyjścia- zaśmiałam się, wzięłam torbę i wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu Alexa, i ruszyliśmy. Przez całą drogę rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Moja szkoła jest dość blisko domu, więc podróż nie trwała długo.- Dobra, ja lecę, muszę się jeszcze przebrać na wf. Pa.- pocałowałam przyjaciela w policzek.
-Uważaj na siebie tylko!- krzyknął za mną jak już wysiadłam.
-Taak, oczywiście Alex. Ktoś mnie zabije w drodze do szkoły.- zaśmiałam się.
-Wypluj to!- powiedział z poważną miną, a ja zaczęłam się śmiać na cały głos.
-Dobra, dobra. Cześć!- powiedziałam przez śmiech.
-Pa.- odkrzyknął Rosjanin.
-Co za człowiek…- powiedziałam sama do siebie i uśmiechnęłam się. Nie dane mi było jednak w spokoju przejść te 30 metrów, bo nagle ktoś zaczął mnie od tyłu łaskotać. Odwróciłam się i zobaczyłam Olkę.- Ola, przestań no!- błagałam cały czas się śmiejąc.
-Dobra, tym razem ci odpuszczę.- zaśmiała się i dała mi buziaka w policzek.
-Żyję wśród idiotów…- powiedziałam.
-Też cię kocham.- zaśmiała się.- Dobra, chodźmy, bo spóźnimy się na wf, a Dorotka nas zabije.
-Co prawda, to prawda.- odpowiedziałam. Wf miałyśmy z kobietą, która nas nienawidziła z całego serca. Miałyśmy szczęście, że nie jest naszą wychowawczynią. Udałyśmy się do szafek. Zdjęłam kurtkę, wyjęłam spodenki, koszulkę, i buty, poczekałam chwilkę na Olę i poszłyśmy do szatni. Przebrałyśmy się, obie związałyśmy włosy w wysoką kitkę i byłyśmy gotowe.
-Dziewczyny na siłownię, proszę do mnie.- usłyszałyśmy wołanie naszej ukochanej nauczycielki. Wyszłyśmy z szatni i udałyśmy się piętro niżej.- Dobra dziewczęta, każde stanowisko do 2 minuty. Czas start!- zaczęłyśmy ćwiczyć. Co chwilę słyszałyśmy tylko teksty w stylu: „Co ty Olka robisz?”, „Nie obijaj się Julia” itp. Po godzinie byłyśmy padnięte. Wróciłyśmy do szatni, poszłyśmy pod prysznic i ubrałyśmy się w normalne ubrania. Poszłyśmy do szafki odłożyć strój do ćwiczeń, a następnie udałyśmy się pod klasę. Po drodze spotkałyśmy Kasię. Ona też chodziła z nami do liceum, tylko była rok młodsza.
-Cześć- powiedziałam i dałam jej buziaka w policzek.
-Cześć wam- uśmiechnęła się.- Co słychać?
-Nic specjalnego, Dorotka znowu dała nam wycisk na siłce.- poskarżyła się Ola.
-No tak, kochana nauczycielka.- powiedziała z wyczuwalną ironią w głosie.
-Dobra, my musimy lecieć, mamy zaraz sprawdzian z fizyki.- powiedziałam.
-Ok, życzę powodzenia- powiedziała z uśmiechem.
-Oj, przyda się- zaśmiała się Olka.
-I to bardzo.- również zaczęłam się śmiać. Ruszyłyśmy pod klasę i zajrzałyśmy ostatni raz do podręcznika. Gdy zadzwonił dzwonek weszłyśmy do sali. Test na szczęście nie był jakiś strasznie trudny. Oddałam kartkę 10 minut przed końcem lekcji. Zaraz po mnie zrobiła to Ola. Po lekcji poszłyśmy na historię. Lekcja mijała mi dość szybko, jednak pod koniec, stało się coś dziwnego.
-Przepraszam, że przeszkadzam w lekcji. Jestem ojcem Julii. Muszę zabrać ją i Olę, jeśli Pan pozwoli- uśmiechnął się mój tata. Ja nadal nie wiedziałam o co chodzi. Spojrzałam na Olkę, ta tylko wzruszyła ramionami. Zaczęłyśmy się więc pakować. Gdy wyszłyśmy z klasy zauważyłyśmy, że stoi tam również Kasia.
-Tato, wyjaśnisz nam, o co chodzi?- zapytałam.
-Oczywiście. Dziewczyny, odwieziemy was do domu. Zacznijcie się pakować. Jedziecie do Auckland.
-Gdzie?- zapytały jednocześnie Ola i Kasia. Ja jednak już wiedziałam co się święci. Nadal nie mogłam w to uwierzyć!
-Tato, mówisz serio?-zapytałam z niedowierzaniem.
-Tak, jedziecie na Grand Prix do Nowej Zelandii.
-O mój Boże, tato kocham cię najbardziej na świecie!- krzyknęłam i rzuciłam się na ojca. Po chwili dołączyły do mnie też moje przyjaciółki.
-Dobra, dziewczyny. Zawiozę was do domu, zacznijcie się pakować. Pamiętajcie, że teraz jest tam bardzo ciepło. O 19 macie lot z Krakowa.
-A wy jedziecie?- spytałam.
-My odwiedzimy ciocię w Krakowie, więc odwieziemy was na lotnisko.-odparł tata.
Ten dzień był strasznie dziwny. Bardzo się cieszyłam. Nie wiedziałam jednak, że wyjazd do Auckland obróci moje życie o 180 stopni…
 __________________________________________________________________________________

Mam nadzieję, że się spodobało ;). Jeśli macie jakieś uwagi, to proszę, piszcie mi swoje opinie w komentarzach, będę się starać na każdy odpowiedzieć. 

Buziaki,
Julia <3

piątek, 22 lutego 2013

Bohaterowie ;)

Julia Sadecka ma 19 lat. Chodzi do 3 klasy LO1 w Zielonej Górze. Z żużlem ma do czynienia od małego. Miłość do tego sportu zaszczepił w niej jej tata, ale przyłożył się do tego także jej przyjaciel- Sasza Loktaev. Julia z całego serca kibicuje Falubazowi Zielona Góra. Ma ona ciemnobrązowe oczy, brązowe włosy o lekko kasztanowym odcieniu. Oprócz chodzenia na stadion uwielbia śpiewać, grać na gitarze i pianinie. Jest sympatyczna i szczera.
 
Ola Gałkowska jest przyjaciółką Julii. Ma również 19 lat. Interesuje się głównie koszykówką, jednak chodzi z Julią na mecze Falubazu. Jest szczera, godna zaufania, czasami lekko nerwowa. 

Kasia Wilczak jest przyjaciółką Julii i Oli. Bardzo dobrze gra w siatkówkę. Jest dość nieśmiała, gdy jest z kimś sam na sam, ale w towarzystwie się otwiera. Podoba się wielu chłopakom, ednak czeka na "tego jedynego".


Przemek Pawlicki to 22-letni żużlowiec Unii Leszno. Ma brata, Piotrka. Przyjaźni się z Maćkiem Janowskim. 


Piotrek Pawlicki to jeden z lepszych juniorów w Polsce. Reprezentuje barwy Unii Leszno. Ma 19 lat. Podobnie jak brat, przyjaźni się z Magiciem. 


Maciek Janowski ma 22 lata. Reprezentuje barwy Unii Tarnów. Ma cudowne, błękitne oczy. Za swój największy skarb uważa przyjaciół, Pitera i Przemka. Znajomi mówią do niego Magic lub Janoś.


Sasza Loktaev to 19-letni żużlowiec Falubazu Zielona Góra, który na sezon 2013 został wypożyczony do Bydgoszczy. Rosjanin przyjaźni się z Julią. 


 Buziaki,
Julia <3