Odwieźliśmy dziewczyny i
wróciliśmy do domu. Wydawało mi się, że jestem najszczęśliwszą osobą na
świecie. Nowa Zelandia i Australia zawsze były moim marzeniem.
-Jula, wszystko dobrze?- zapytał
mój tata z troską w głosie. Przez to rozmyślanie nawet nie zauważyłam, że
dotarliśmy już pod dom.
-Tak, wszystko ok. Po prostu
nadal nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.- powiedziałam z uśmiechem.
-Chodź, musisz się jeszcze
spakować.- odwzajemnił uśmiech i wyszedł z samochodu. Spojrzałam na zegarek.
Była 12, miałam więc tylko 2,5 godziny na spakowanie się! W panice wybiegłam z
auta. Tata spojrzał się na mnie jak na idiotkę i zaśmiał się. Wpadłam do domu,
od razu pobiegłam na górę, wzięłam moją walizkę
i zaczęłam wkładać do niej ubrania, głównie koszulki na ramiączka lub krótki
rękaw, jakieś 2 swetry, krótkie spodenki, jedne długie jeansy, luźne sukienki
na co dzień i jedną wyjściową na wszelki wypadek oraz zapas bielizny na te
kilka dni. Zajęło mi to pół godziny. Następnie udałam się do łazienki wziąć wszystkie
potrzebne kosmetyki. Spakowałam je do kosmetyczki i także wsadziłam do walizki.
Zeszłam na dół po jakieś buty. Postawiłam na converse, jedne szpilki (bo nie
było opcji, żebyśmy któregoś wieczoru nie wylądowały w klubie) i sandały.
Zaniosłam wszystko na górę, wrzuciłam do walizki i spojrzałam na godzinę.
13:10, więc nie jest źle. Czas na torbę podręczną.
Znalazły się w niej słuchawki, lustrzanka, okulary przeciwsłoneczne, książka,
mini kosmetyczka, portfel i telefon. O 13:30 byłam gotowa do wyjścia. Wzięłam
walizkę, wyszłam z domu i skierowałam się w stronę samochodu. Mój tata już w nim
siedział. Zajechaliśmy po dziewczyny i ruszyliśmy do Krakowa. Byłam strasznie
podekscytowana. Całą drogę rozmawiałam z przyjaciółkami o wszystkim i o niczym.
Gdy po 4 godzinach jazdy dojechaliśmy na lotnisko, moje serce waliło jak młot.
Weszliśmy do budynku. Jeszcze przed oddaniem bagaży tata odciągnął mnie na bok.
- Jula, masz tu 3 bilety na Grand
Prix i 3 wejściówki do parku maszyn.- uśmiechnął się.
-Jejku, dziękuję!- rzuciłam mu
się na szyję, pocałowałam w policzek na pożegnanie i poszłam do dziewczyn.
- To co, idziemy?- zapytała Ola.
- Jasne, chodźcie.- uśmiechnęłam
się do nich. Odprawa poszła dość sprawnie, o 18:00 siedziałyśmy już na
krzesełkach i czekaliśmy, aż nas zawołają na lot.- Ej, dziewczyny, ja idę do
toalety.- powiedziałam
-Ok, my tu zostaniemy.- odparła
Kasia z uśmiechem. Rozejrzałam się szukając jakiejś łazienki. Chciałam się
jeszcze szybko ogarnąć przed wylotem. Zauważyłam znak informujący, że tam jest
toaleta, więc ruszyłam w jego stronę. Po chwili poczułam gwałtowne uderzenie w
łydkę.- Au!- krzyknęłam i upadłam.
-Jeju, przepraszam! Nic Ci nie
jest?- zapytał mnie chłopak. Kogoś mi przypominał…
-No, oprócz tego, że właśnie
potknęłam się o twoją walizkę, to nie jest źle.- uśmiechnęłam się do niego.
-Posłuchaj, strasznie przepraszam,
niezdara ze mnie.- uśmiechnął się nie pewnie.
-Nie dobra, nie twoja wina że nie
potrafię chodzić.- zaśmiałam się.
-A tak w ogóle, to Maciek jestem-
powiedział, już z pewnym uśmiechem. No jasne! Maciek Janowski, czemu ja go
wcześniej nie poznałam?
-Wiem o tym.- uśmiechnęłam się.-
Ja mam na imię Julia.
-Skąd wiesz, jak mam na imię?-
mówiąc to zrobił tak zabawną minę, że nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
-Domyśl się- pokazałam mu moją
opaskę na rękę z napisem „TYLKO FALUBAZ” i znów zaczęłam śmiać.
-Ah, to wszystko wyjaśnia-
również się zaśmiał.
-Ale nie martw się, bardzo lubię
Unię Tarnów.- uśmiechnęłam się.
-No ja myślę.- powiedział poruszając
w zabawny sposób brwiami.
-Błagam Cię, brzuch mnie już od
śmiania się boli!- powiedziałam przez śmiech.
-Maciek, nie ma nas z tobą przez
5 minut i już wyrywasz piękne Polki?- powiedział jakiś chłopak i podszedł do
nas. Ah tak, to przecież Przemek Pawlicki! A obok niego stoi jego brat, Piter.
Jeden przystojniejszy od drugiego.
-Ten cep to Przemek, ale jego też
chyba znasz, prawda?- powiedział, za co dostał gazetą w głowę.
-Wybacz mi ich zachowanie, są
strasznie nie dojrzali- powiedział Piter podchodząc do mnie.
-Odezwał się ten najstarszy.-
powiedziałam z sarkazmem i zaśmiałam się.
-Oj tam, wiek to tylko liczba-
też się roześmiał.
-Dobra pedałki, idziemy.- Maciek znów
oberwał, tylko tym razem w plecy i od obu braci.- A ty Julia, gdzie lecisz?
-Nowa Zelandia, Grand Prix.-
uśmiechnęłam się.
-No, to do zobaczenia w
samolocie- uśmiechnął się.
-Nie przeżyję tego…- zaśmiałam
się. Podeszliśmy do dziewczyn.- Laski, to Przemek, Maciek i Piotrek.-
powiedziałam pokazując po kolei na każdego z nich.- Niestety, lecą z nami
jednym samolotem- zaśmiałam się, ale już po chwili pożałowałam tego, co powiedziałam.
Maciek zaczął mnie łaskotać z całej iły.- MACIEK, MIEJ LITOŚĆ, BŁAGAM!-
krzyczałam przez śmiech.
-Kiedyś mi to wynagrodzisz-
powiedział nadal śmiejąc się z mojej reakcji.
-Zobaczymy- znów zaczęłam się
śmiać. Nagle usłyszałam, że możemy już kierować się w stronę samolotu.- Dobra,
chodźcie wszyscy.- wyjęłam aparat z torby.- Pierwsza wspólna fotka!- wszyscy
się ustawili, a ja zrobiłam zdjęcie. Następnie ruszyliśmy do samolotu. Okazało
się, że bracia i Maciek mają miejsca zaraz koło nas. Ja usiadłam najbardziej z
brzegu. Nie lubię siedzieć przy oknie. Obok mnie siedziała Kasia i najdalej ode
mnie Ola. Przemek usiadł najbardziej od okna, Piter w środku, a Maciek
najbliżej mnie. Podczas lotu rozmawiałam z nim cały czas. Było mi nieco
niewygodnie, no ale cóż, nieraz trzeba pocierpieć.
-Jula, może zamienić się z tobą
miejscami?- spytał Piter.- Mogłabyś spokojnie porozmawiać z Maćkiem.
-Ok, dzięki.- uśmiechnęłam się.
Usiadłam obok Maćka i rozmowa rozpoczęła się na nowo, a właściwie, to została
kontynuowana. Z Magiciem rozmawiałam już dobre 5 godzin i zmęczenie zaczęło
brać nade mną górę.- Dobra Janoś, ja wracam do siebie, bo się śpiąca zrobiłam.-
popatrzyłam na Maćka.
-Wiesz co? Nie wydaje mi się,
żeby Piotrek miał ochotę z stamtąd iść- zaśmiał się. Spojrzałam w ich stronę i
zobaczyłam Kasię w bluzie Pitera. Rozmawiali ze sobą w najlepsze. Automatycznie
się uśmiechnęłam.
-Chyba masz rację. Nie będę ci
przeszkadzać?- zapytałam z uśmiechem.
-Nie no, co ty. Masz tu bluzę,
przykryj się.- Magic odwzajemnił uśmiech, podając mi bluzę. Wzięłam ją,
przykryłam się i oparłam głowę o ramię Maćka.- Dobranoc.- powiedział Magic.
-Dobranoc Janoś- uśmiechnęłam
się. Nie minęło kilka minut, a już spałam…